środa, 23 października 2013
Portrecista
obejrzałam film o Wilhelmie Brasse, więźniu i głównym fotografie
niemieckiego obozu koncentracyjnego auschwitz.
dziś mija pierwsza rocznica jego śmierci.
dziadek Brasse był ogrodnikiem u Habsburgów,
właścicieli żywieckiego browaru, a matka polką.
zawodu fotografa uczył się w katowicach w atelier foto-korekt
należącym do jego ciotki przy ulicy 3 maja.
specjalizował się w zdjęciach portretowych.
do auschwitz trafił 31 sierpnia 1940 roku.
z numerem 3444 wykonał ponad 50 tysięcy zdjęć,
głownie fotografii ewidencyjnych więźniów,
ale także zdjęć ofiar eksperymentów pseudomedycznych
przeprowadzanych przez nazistów,
wśród których dowodził anioł śmierci.
mógł opuścić obóz, ale w sposób niehonorowy, dlatego zrezygnował.
mógł dostać obywatelstwo amerykańskie, angielskie,
francuskie, ale wolał powrócić do rodzinnego żywca,
skąd pochodzili Żydzi, których fotografował.
po wojnie chciał ponownie zająć się fotografią,
ale nie był w stanie, bo w obiektywie aparatu
stale widział twarze więźniów fotografowanych w obozie.
o swojej pracy obozowego dokumentalisty
nie wspominał nikomu przez sześćdziesiąt lat.
otworzył się dopiero przed Ireneuszem Dobrowolskim,
przed jego kamerą filmową spowiadał się dziesięć dni.
nigdy nie zapomniał tych strasznych wspomnień.
umarł z nimi w wieku 95 lat.