Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.
Basho, w tłumaczeniu Mistrza Czesława
poranek mocno nerwowy.
bałagan w domu jak zwykle pod koniec tygodnia,
wszyscy domownicy w łóżkach,
a gość w drodze.
zadanie pierwsze: nakłonić dwie prawie dorosłe osoby
do wstania, ogarnięcia się, sprzątania.
zadanie drugie: nakłonić jedną osobę dorosłą do wstania z łóżka,
ogarnięcia się i do pomocy w sprzątaniu.
wobec niemożliwości wykonania drugiej czynności,
zakres zadań realizowanych samodzielnie rozszerzył się do:
przygotowania śniadania dla wszystkich dorosłych i prawie dorosłych,
(dwie sałatki: jedna z zielonego groszku i ogórka kiszonego,
druga z jaj na twardo, kukurydzy z ananasem, z grzankami z chleba razowego),
sprzątnięcia przedpokoju, pochowania butów do szafek,
wytrzepania chodniczków, umycia stołów, wyrzucenia starych gazet.
wszystko w ciągu niecałej godziny.
kończyłam trzepanie chodniczków,
gdy gość zadzwonił do drzwi.
dzwonił kilka razy,
bo nikt mu nie otwierał.
w tym samym co domofon czasie zadzwonił telefon.
trzymałam w rękach buty i chodniczki,
usiłując odebrać telefon i otworzyć drzwi.
na patelni dopalały się grzanki.
w zasadzie nie rozumiem dlaczego człowiek,
uchodzący za zwierze doskonałe, ma tylko dwie ręce.
powinien mieć ich więcej.
przynajmniej kobieta powinna mieć ich minimum trzy.