sobota, 7 stycznia 2012

oddaj

Oddaj wierzbie
Całą nienawiść, całe pożądanie
Twego serca.

Basho, w tłumaczeniu Mistrza Czesława


poranek mocno nerwowy.
bałagan w domu jak zwykle pod koniec tygodnia,
wszyscy domownicy w łóżkach,
a gość w drodze.

zadanie pierwsze: nakłonić dwie prawie dorosłe osoby
do wstania, ogarnięcia się, sprzątania.
zadanie drugie: nakłonić jedną osobę dorosłą do wstania z łóżka,
ogarnięcia się i do pomocy w sprzątaniu.

wobec niemożliwości wykonania drugiej czynności,
zakres zadań realizowanych samodzielnie rozszerzył się do:

przygotowania śniadania dla wszystkich dorosłych i prawie dorosłych,
(dwie sałatki: jedna z zielonego groszku i ogórka kiszonego,
druga z jaj na twardo, kukurydzy z ananasem, z grzankami z chleba razowego),
sprzątnięcia przedpokoju, pochowania butów do szafek,
wytrzepania chodniczków, umycia stołów, wyrzucenia starych gazet.

wszystko w ciągu niecałej godziny.

kończyłam trzepanie chodniczków,
gdy gość zadzwonił do drzwi.
dzwonił kilka razy,
bo nikt mu nie otwierał.
w tym samym co domofon czasie zadzwonił telefon.

trzymałam w rękach buty i chodniczki,
usiłując odebrać telefon i otworzyć drzwi.

na patelni dopalały się grzanki.

w zasadzie nie rozumiem dlaczego człowiek,
uchodzący za zwierze doskonałe, ma tylko dwie ręce.
powinien mieć ich więcej.
przynajmniej kobieta powinna mieć ich minimum trzy.