wtorek, 4 września 2012
pies
pies upodabnia się do właściciela,
tak jak właściciel do psa.
ciepły wrześniowy wieczór,
pies, który mieszka na parterze kamienicy,
spędza w otwartym oknie.
z wyciągniętymi łapkami,
pyskiem na kocu w granatowo-czerwoną kratę,
rozpłaszczony jak płaszczka
gapi się przed siebie.
przesiaduje dopóki
ciepłe powietrze ogrzewa mu futro.
dopóki miejsce jest wolne,
nie przegania pan.
wystawanie w oknie i gapienie się na ulicę
to rozrywka bezpieczna,
żaden wilczur ani rottweiler nie dosięgnie parapetu,
można im się przyglądać z wysoka,
z pewną wyższością i dociekliwością.
można oczy zamknąć i marzyć.
można śnić.
nie trzeba wykazywać się refleksem,
uwagą czy znajomością rzeczy.
wystawanie w oknie i gapienie się na ulicę
to jakby telewizja, radio i internet w jednym,
a może i więcej,
bo powietrze,
bo słońce,
bo kawałek nieba,
bo zapachy,
bo prawdziwy świat.