piątek, 28 grudnia 2012
gołębie
topniejący śnieg odkrył całą prawdę o moim balkonie.
nie da się jej ukryć dłużej.
jasne kafle upstrzone czarno-zielonymi odchodami
dowodzą wyraźnie, że balkon stał się miejscem schadzek gołębi.
prawowici właściciele na balkon wstępu nie mają.
najlepiej niech trzymają się od niego z daleka.
i nie patrzą nań nawet.
obserwacja balkonu to dla właścicielki tylko
niepotrzebne sprzątanie i zszargane nerwy,
godziny spędzone w internecie i rozczytywanie się w poradach
z cyklu jak pozbyć się gołębi z balkonu.
analiza skuteczności i możliwości zastosowania w praktyce różnych metod dowiodła,
że aby odnieść sukces należy być cierpliwym, wytrwałym, pomysłowym,
nie można oszczędzać na wynalazkach,
i najlepiej stosować różne metody i sposoby łącznie.
przede wszystkim należy zaopatrzyć się w:
sylwetkę orła drapieżnego lub sokoła, choć najbardziej skuteczne jest żywe zwierzę,
nagrania z dźwiękami tychże ptaków, stosowane podobno przez służby lotniskowe,
płyn ace do wcierania w posadzkę balkonu, lub inną miksturę ewidentnie cuchnącą,
śrutówkę lub pistolet na kulki, z których należy strzelać do celu najczęściej jak się da,
ziarna pieprzu i denaturat (już słyszę protesty obrońców zwierząt, to także ja!),
przeźroczystą żyłkę do zbudowania siatki ochronnej na balkon,
i kota, który opanuje trudną sztukę latania,
albo trzy koty, na wypadek gdyby jeden wykazywał lęk przed ptakami a drugi lęk wysokości.
i pomyśleć, że niegdyś gołąb symbolizował niebiańską czystość, odrodzenie, niewinność.