poniedziałek, 17 grudnia 2012

niebo


Jak powinno być w niebie, wiem, bo tam bywałem.
U jego rzeki. Słysząc jego ptaki.
W jego sezonie: latem, zaraz po wschodzie słońca.
Zrywałem się i biegłem do moich tysiącznych prac,
A ogród był nadziemski, dany wyobraźni.
Życie spędziłem układając rytmiczne zaklęcia,
Tego co ze mną się działo nie bardzo świadomy,
Ale dążąc, ścigając bez ustanku
Nazwę i formę. Myślę, że ruch krwi
Tam powinien być dalej triumfalnym ruchem
Wyższego, że tak powiem, stopnia. Że zapach lewkonii
I nasturcja i pszczoła i buczący trzmiel,
Czy sama ich esencja, mocniejsza niż tutaj,
Muszą tak samo wzywać do sedna, w sam środek
Za labiryntem rzeczy. Bo jakżeby umysł
Mógł zaprzestać pogoni, od Nieskończonego
Biorąc oczarowanie, dziwność, obietnicę?
Ale gdzie będzie ona, droga nam śmiertelność?
Gdzie czas, który nas niszczy i razem ocala?
To już za trudne dla mnie. Pokój wieczny
Nie mógłby mieć poranków i wieczorów.
A to już dostatecznie mówi przeciw niemu.
I zęby sobie na tym połamie teolog.

Czesław Miłosz, Jak powinno być w niebie


jak powinno być w niebie, nie wiem, bo tam nie bywałam.
czy są tam rzeki, ogrody czy lasy,
czy słyszy się ptaki czy sąsiadów z pierwszego piętra.
czy w niebie jest sezon na lody i kiszone ogórki,
która pora jest najlepsza, ta po wschodzie czy przed zachodem słońca.

jak powinno być w niebie, nie wiem, bo tam nie bywałam.
ale myślę, że umysł wie, bo bywał.
zaprzestanie niekończących się pogoni za oczarowaniem, dziwnością, poklaskiem.
droga ze zgiełku świata jest prosta jak ta do nieśmiertelności.
spokojny umysł omija obietnice szerokim łukiem.