sobota, 5 stycznia 2013

komentarz


zrezygnowałam z komentarzy,
bo trudno mi było wyobrazić sobie siebie prowadzącą korespondencję w stylu listów do redakcji.
ale miło jest otrzymać maila w odzewie na posta.

Pani A. przejęta moim losem, właścicielki balkonu bezczeszczonego przez gołębie, napisała:
Gołębie siadają dokładnie nad moją witrynką.
Kiedyś codziennie rano przychodząc do sklepu musiałam szorować
i witrynkę i uliczkę upstrzoną nieestetycznie, obrzydliwie.
Gołębie po prostu miały noclegownię pod zadaszeniem na drutach elektrycznych.
W końcu przebrała się miarka,
bo jak długo można rozpoczynać każdy dzień ze szczotą w ręce.
Z koleżanką znalazłyśmy sposób skuteczny i bezbolesny.
O zmroku, kiedy mościły się do spania, bombardowałyśmy je piłkami tenisowymi.
Po paru dniach już nie przychodziły wcale.
Teraz kiedy tylko się pojawiają otrzymują salwę i znowu mamy spokój na jakiś czas.
Tak wiec, po prostu trzeba wytrwale je wyganiać.
Czasami trafi się cwaniak-odpornik, ale po jakimś czasie i on odpuszcza.
W końcu jest więcej balkonów niż tych gołębi.
Będą szukać spokojniejszego miejsca.
I tym pokojowym "gruchu, gruchu..." życzę miłego dnia.


rzecz w tym, że ja mam mieszkanie z dwoma balkonami.
i w dodatku nie jestem tenisistką.
na drugim balkonie ptaków nie widać.
za wyjątkiem jednego pióra, które dziś znalazłam, nie ma śladów ich bytności.

nie chciałabym, aby gołębie przeniosły się na drugi balkon.
dalej szukam jakiejś cudownej metody.
może zaklęcia.