wtorek, 1 stycznia 2013

niepokonany


Sylwester był męczący jak to Sylwester.
obiecałam sobie, że powędruję do łóżka zaraz po 12-tej,
ale z dwunastej zrobiła się druga, a z drugiej - trzecia.

w łóżku nad ranem układałam listę noworocznych przyrzeczeń i postanowień.
zainspirował mnie Młody, który stworzył piętnastopunktową listę.
moja ma jak na razie - cztery.

siedzę i rozmyślam dalej.

co postanowić, co zaplanować,
jakie cele obrać, by nie stały się celkami,
na co przeznaczyć czas latem, na co wiosną, a na co jesienią,
którą drogą pójść, by nie zagubić się w labiryncie przypadków i zdarzeń,
czy iść szlakiem przetartym, czy tym jeszcze nie wytyczonym,
co zrobić, żeby nie wpaść pod samochód ani w kwadraturę koła,
czy lepsze, to co proste i jasne czy tajemnicze i zagadkowe.

jedno wiem na pewno,
jestem sternikiem duszy swojej i panią swego przeznaczenia.





Out of the night that covers me,
Black as the Pit from pole to pole,
I thank whatever gods may be
For my unconquerable soul.

In the fell clutch of circumstance
I have not winced nor cried aloud.
Under the bludgeonings of chance
My head is bloody, but unbowed.

Beyond this place of wrath and tears
Looms but the Horror of the shade,
And yet the menace of the years
Finds, and shall find, me unafraid.

It matters not how strait the gate,
How charged with punishments the scroll,
I am the master of my fate:
I am the captain of my soul.

Invictus, William Ernest Henley

tłumaczeń poematu jest wiele.
zamieszczam dwa znalezione w sieci,
jedno - które najbardziej mi się podoba
i drugie - to najbardziej popularne.

w tłumaczeniu Romana Kafla "na worku cementu"

Z czeluści nocy co spowiła
Hadesu otchłań niczym smoła
Za duszę moją niepokorną
Dzięki ci Boże - kornie wołam.

W sprzężonych przeciwnościach losu
Nie żalę się, nie leję łez
Lecz stratowany i pobity
Hardo podnoszę krwawy łeb.

Choć nad padołem łez i gniewu
Chyboczą widma niepowodzeń
Ich widok - te pochodne cienia
Nie budzą we mnie przerażenia.

I nie ma na mnie kar, ni bram
Mówię to szczerze, bez patosu
Dopóki'm panem swoich myśli
I sam kowalem - swego losu.


w tłumaczeniu Czesława Sowy Pawłowskiego Invictus

Z piekielnej czerni, która trwa wkoło mnie,
Dziękuję bogom, obcym mi z imienia,
Za duszę moją hardą,
Wyciosaną z niepodatnego toporom kamienia.
Że w zdarzeń złych potrzasku
Ni razu nie zapłakałem,
Że głowa moja, choć obficie krwawi,
Przed niczym się nigdy kornie nie pochyli.
Stając nad tymi pagórami złości,
I padołem, jak mówią, łez,
Nie lękam się zmór nieodgadnionych dni
Ani sądnych, mrocznych lat.
Nieważne, jak wąską furtką przeciskać się mam,
Co spotyka mnie z litanii kar,
Sternikiem swoich losów jestem sam
Własnej duszy kapitanem.