piątek, 1 marca 2013

przedwiośnie


pachnie wiosną od kilku dni.
to jeszcze nie jest prawdziwa wiosna.
ale coś czuje się w powietrzu.

wczoraj nad rzeką w samym środku wielkiego miasta,
widziałam stado kaczek.
dreptały wzdłuż brzegu po lekko zazielenionej trawie.
kacze panie i kaczy panowie.

Pani R. wróciła do pracy po kilku miesiącach nieobecności.
nie jestem już sama w szklanej wieży.
znowu mam się z kim śmiać i z kim omawiać codzienne zdarzenia,
choć w zdecydowanej większości nasze rozmowy
koncentrują się teraz na stanie zdrowia Pani R.
i symptomach chorobowych.

Dzieci pożegnały Miss A., która uczyła ich angielskiego przez pięć lat.
sama niewysokiego wzrostu, gdy zaczęła przychodzić do nas,
przewyższała je o głowę.
teraz oni patrzą na nią z wysoka,
a Młody przewyższa ją prawie o dwie głowy.

obyło się bez płaczu i większych emocji.
tylko mnie zakręciły się łzy wzruszenia
gdy pisałam słowa podziękowania na pamiątkowej karcie:
za wszystkie godziny lekcyjne spędzone razem,
za odkrywanie zawiłości gramatyki angielskiej,
a szczególnie, za uświadomienie nam, że w języku angielskim istnieje
więcej niż jeden czas Present Continuous...


była też ostania partia scrabble po angielsku
i słodkie ciastka gigantycznych rozmiarów
mocno nasączone alkoholem.
i przyrzeczenie spotkania na kolejnej partyjce
już w innej relacji niż nauczyciel-uczeń.