środa, 30 października 2013

Larissa


Trzeba znaleźć sens w tym, co się dzieje.
Tak uczą buddyści.
Każą mi budować z bólu i strachu, i krwi.
Starają się przekonać, że powinnam być wdzięczna życiu,
które się dzieje, mimo iż jest rozpaczą.
I ranom trzeba patrzeć w oczy.
Mają mieć znaczenie.
Mają mieć wartość.
Mam być wdzięczna za każdą chwilę.
Za każde spełnione niespełnienie.
Za nie napisany wiersz.
Za przecierpiany dzień.
Za to, że H. jest wyczerpany po kolejnej dawce trucizny.
Za to, że jest trucizna.
Za to, że jest.
Jest. Jestem. Jesteśmy.

Agata Tuszyńska, Ćwiczenia z utraty


i jeszcze jedna para Ian i Larissa, która też straciła,
i nadal traci, ale równocześnie zyskuje,
dokonawszy niecodziennego wyboru.
ci młodzie ludzie zdecydowali się być razem
i zawrzeć małżeństwo, za zgodą sądu, mimo ciężkiego
uszkodzenia mózgu, którego doznał pan młody podczas wypadku.
ta para żyje inaczej niż jakakolwiek inna para.
Larissa zdaje się być współczesną świętą.

sama z pewnością nie dokonałabym takiego wyboru,
ani nie życzyłabym go swoim dzieciom,
bo przeraża mnie ciężar, który samotnie nosi Larissa,
(mimo fizycznej obecności bliskich, teściowej, przyjaciół)
i zatrzaśnięte przed nią drzwi do macierzyństwa oraz małżeństwa,
w którym nie byłoby podziału na dodatkowe role opiekunki i chorego,
chociaż takie zawsze z czasem w każdym związku pojawić się mogą
i często w końcu się pojawiają.