wy, którzy przechodzicie, pamiętajcie, proszę, o nas.
niegdyś byliśmy, kim jesteście
czym jesteśmy, tym będziecie.
zwiedzałam stary ewangelicki cmentarz, który jest udostępniany
zwiedzającym tylko raz w roku, w dzień wszystkich świętych.
cmentarz jest zdewastowany i zaniedbany, ale i magiczny, z klimatem.
ostatnią osobę pogrzebano tam 60 lat temu.
na cmentarzu architektura roślin zdominowała architekturę grobowców.
nie ma nawet regularnych ścieżek.
odnowiony jest tylko jeden grobowiec tajemniczego przedsiębiorcy.
po terenie cmentarza oprowadzał nas przewodnik,
bardzo przystojny młody człowiek, chyba architekt,
dla którego cmentarz nie ma żadnych tajemnic.
znał każdą piędź ziemi, każdy jego grobowiec.
opowiadał tak ciekawie historię tego miejsca, pochówków (tych oficjalnych,
i nieoficjalnych) oraz życiorysy właścicieli grobowców,
że słuchałam go z zapartym tchem, jak kilkanaście innych osób.
przewodnik całą energią swojej młodości walczy o odnowienie cmentarza.
doprowadzenie terenu do stanu, w którym mógłby być otwarty
dla zwiedzających jest jego misją.
pewnie jeszcze tego nie napisałam, że kocham cmentarze.
odwiedzam je gdy tylko mam okazję,
niezależnie od tego czy znajdują się w Paryżu czy Zawoji,
i służą do grzebania zmarłych
albo są terenami spacerowymi kryjącymi zabytki kultury.
niezwykły nastrój tego cmentarza udzielił się Młodej,
która kontemplowała samotnie, opuściwszy grupę i przystojnego przewodnika,
na koniec stwierdzając, że w tym miejscu mogłaby umawiać się na randki.





