piątek, 24 stycznia 2014
wybór
ta lekka i banalna książka Spryciarz z Londynu
zaprowadziła mnie do jej autora Terrego Pratchetta,
oraz do tak wstrząsającego i kontrowersyjnego filmu,
którego tematem jest samobójstwo osoby terminalnie chorej.
u Pratchetta w 2007 r. zdiagnozowano rzadką odmianę choroby Alzheimera.
film jest formą poszukiwań drogi osoby nieuleczalnie chorej,
w momencie kiedy świadomość pozwala jej jeszcze na wybór sposobu i momentu śmierci.
sam pisarz od wielu lat angażuje się w walkę na rzecz legalizacji eutanazji.
nie rozumiem osób, które decydują się na taki krok.
życie jest największą wartością.
nie wyobrażam sobie abym mogła dobrowolnie zgodzić się na rozstanie z życiem
i porzucenie tej najcenniejszej rzeczy jaką mam.
właśnie to tak niedoskonałe życie jest najbardziej pewną szansą
na osiągnięcie oświecenia i wyzwolenie z koła samsary.
W większości religii opartych na sztywnym rozróżnieniu dobra i zła mówi się, że samobójstwo jest grzechem, jest wystąpieniem przeciwko Stwórcy a tym samym karane jest wiecznym potępieniem. Ponieważ w buddyzmie nie operuje się dychotomią dobro-zło, lecz pojęciami szczęście-cierpienie, dlatego też nie mówi się w buddyzmie o czymś takim jak grzech czy potępienie.
W buddyzmie bardzo docenia się wartość ludzkiego życia, ale nie dlatego że jest ono dziełem jakiegoś Boga. Tradycyjnie przekazywane nauki mówią, że jedynie w ludzkim ciele można zrealizować oświecenie, w każdym bądź razie w innych formach egzystencji jest to zdecydowanie trudniejsze. Mówią one również, że odrodzenie się jako człowiek jest czymś niezwykle trudnym z powodu konieczności jednoczesnego zaistnienia wielu czynników, które współtworzą taką sytuację. Prawdopodobieństwo uzyskania ludzkiego wcielenia, kiedy dysponuje się stosunkowo zdrowym ciałem i umysłem przyrównuje się często do prawdopodobieństwa z jakim żółw wypływający raz na 1000 lat spod powierzchni wody trafi głową w obręcz miotaną falami po olbrzymiej planecie pokrytej oceanem.
Wydaje mi się, że akt samobójczy jest najczęściej skrajnym wyrazem nienawiści bądź to do samego siebie, bądź do świata, która ostatecznie wynika z niewiedzy na temat pierwotnie doskonałej natury umysłu (stąd na przykład może rodzić się poczucie braku sensu życia). Ponieważ nasze uczucia kształtują rzeczywistość jaką przeżywamy, to targnięcie się na własne życie powoduje natychmiastowe odrodzenie się w stanach pełnej lęku paranoi, którą przeżywa się jako rezultat niepohamowania nienawistnych uczuć. Pod względem ilości doświadczanego cierpienia stan ten jest porównywalny do wizji piekieł z jakimi można spotkać się w tradycji judeo-chrześcijańskiej - nie jest jednak wieczny, chociaż trwa bardzo długo i dla istoty, która go doświadcza wydaje się nie mieć końca. Tak więc samobójstwo nie jest żadnym właściwym wyjściem z trudnej sytuacji, wg buddyzmu prowadzi do jeszcze trudniejszej.
Oczywiście można także rozpatrywać takie okoliczności, kiedy ktoś dobrowolnie poświęca własne życie ratując jednocześnie innych ludzi. Buddyzm postrzega takie zachowanie jako manifestację wielkiego współczucia, jeżeli towarzyszy temu również mądrość dotycząca iluzorycznej natury zjawisk to rezultaty takiego działania mogą znacznie przybliżyć człowieka do stanu buddy. Są to jednak wyjątkowe przypadki.
cytat pochodzi z portalu buddyjskiego Cyber Sangha