sobota, 1 marca 2014

parapet


zaglądam do pokoju córki, królestwo bez królowej czy pobojowisko,
na podłodze trudno postawić stopę, żeby na coś nie nadepnąć, docieram do łóżka,
najmniej zagraconego miejsca w pokoju, siadam i obserwuję cały rozgardiasz,
który rozciąga się od okna do drzwi, od biurka po łóżko, moją uwagę przykuwa parapet,
o szerokości dwudziestu centymetrów, wygląda na najgęściej zabałaganioną przestrzeń,
ilość rzeczy przypadająca na ten skrawek wystarczyłaby do zapełnienia całkiem sporej
walizki: dwa puste kubki ceramiczne, ten z napisem Mój Ty PROSIACZKU słodki
pamięta jeszcze czasy wczesnego dzieciństwa właścicielki, dwa numery wysokich obcasów,
pierwszy o Dianie Nyad, 66 letniej amerykańskiej pływaczce, która jako pierwsza
na świecie przepłynęła dystans z Kuby na Florydę, 177 kilometrów, bagatela,
bez klatki zabezpieczającej przed rekinami, drugi o Madonnie Buder, zwanej także
żelazną zakonnicą, która poświęciła się bogu i sportowi, jako 82-latka ukończyła
Ironman, wyścig cztery razy trudniejszy niż olimpijski triatlon,
mały atlas anatomiczny, kiedyś należał do mnie, muszla z morza czarnego, prezent,
ostatni duży format (w którym nie ma nic ciekawego do czytania),
pomarańczowy dezodorant fun sensation, wydruki komputerowe 10 kart z wymaganiami
na pasy karate, biały stanik sportowy, tekturowe pudełko w niebieskie kwiaty po miskach
zara home, dziwię się, że nie spadło, bo to największy przedmiot w okolicy,
i ledwo się trzyma, ładowarka do telefonu, słuchawki nauszne jaskrawoczerwone,
gruba gumka do włosów, cztery podpaski, piórnik wypełniony długopisami i ołówkami,
kalendarz, w którym posiadaczka zapisuje wszystkie treningi karate od początku,
kto prowadził, co ćwiczono, z kim najwięcej ćwiczyła, notowanie to rytuał
tak samo ważny jak same ćwiczenia, podręczniki szkolne do matematyki i edb, co za
dziwny przedmiot, teczka papierowa żółta, pożółkła ze starości gazeta,
z jakiego powodu właśnie ona tu leży nie wiem, etui na komórkę dla sportowców,
do zaczepienia na rękę, i jak przejść od znaków codzienności do spraw ostatecznych
zastanawiam się, w rodzinnym domu, nawet mucha ma oblicze buddy.