środa, 23 kwietnia 2014
jedność
jeśli wszyscy są jednością, to czy ja jestem tym samym co moja sąsiadka, wdowa z pierwszego piętra, ta co pali papierosy wchodząc i wychodząc z budynku, albo mieszkająca obok niej matka trójki dzieci, nauczycielka religii w szkole ponadpodstawowej, której męża budowlańca spotykam w sklepie zawsze z dwoma butelkami piwa w ręce, albo starą zakonnicą od trzydziestu lat opiekującą się porzuconymi dziećmi o zdeformowanych ciałach i mózgach w stanie płynnym, czy niewidomą kobietą weterynarzem, która leczy zwierzęta nie widząc ich, albo indyjskim chłopcem, którego trudności w szkole wynikają z dysleksji, a jeśli jesteśmy jednością, to oznacza, że mogę zaprzyjaźnić się ze wszystkim ludźmi żyjącymi na ziemi, o różnokolorowej skórze, pochodzeniu, wykształceniu, mówiących niezrozumiałymi językami, i oczywiście z tymi, których mijam rano w drodze do pracy, właśnie rano przyszło mi to głowy, poznajemy się z widzenia, ale się sobie nie kłaniamy, a może mogłabym zbliżyć się do tych, których spotykam w szkole włoskiego, i którzy uśmiechają się sympatycznie, ale czy powinnam też być za pan brat z ortodoksyjnymi talibami, którzy nie rozstają się z bronią, a każdą kobietę uważają za istotę gorszą i wymagającą kurateli, czy mogłabym też polubić się z młodym mężczyzną, wilkołakiem, na oko trzydziestoletnim, którego mijam w drodze do pracy i czasami po południu, nawet kilka razy dziennie, zawsze z psami u boku, dwoma starymi kundlami, o czarnej podpalanej sierści, bez blasku, kręcą się apatycznie, w wielką sobotę o wpół do szóstej rano widziałam jak obchodził z psami kubły śmietnika, i z ciekawością do nich zaglądał jakby czegoś szukał, jego czarne oczy mają w sobie całe szaleństwo wszechświata, i nadużywany alkohol, łykane psychotropy, gęsty smutek i beznadzieję, unikam jego spojrzeń, bo mi się robi przeraźliwie ciężko, aż do trzewi, pod tymi jego spojrzeniami zdaje mi się jakby wkrótce miała być popełniona jakaś zbrodnia, a ja byłabym jedynym świadkiem i być może jedyną osobą zdolną jej zapobiec, nie wiem czy do końca, więc przechodzę na drugą stronę drogi, o tę szerokość ulicy czuję się bezpieczniejsza, zostawiam jego myśli, nie wchodzę w mroczny świat, on też do sklepu chodzi po piwo, czy tylko po piwo puszkowe, nie wiem.