środa, 30 kwietnia 2014
po
nie odespałam jeszcze podróży do wielkiego świata, tych trzynastu godzin w samochodzie, spacerów po mieście, godzinnego stania w kościele, gdy przyszliśmy wszystkie miejsca siedzące były już zajęte, można było usiąść jedynie w kaplicy, ale oglądanie ceremonii pierwszej komunii na telebimie nie wydawało mi się pociągające, nie odzyskałam jeszcze sił po obfitych posiłkach i wspólnym biesiadowaniu, nieomal wszyscy siedzący przy jednym stole, nosili to samo nazwisko, moje drugie, ani po zwiedzaniu biblioteki narodowej, to cudo możecie podziwiać na trzech ostatnich zdjęciach poniedziałkowego posta, jestem strasznie śpiąca, mam ciężkie powieki, czuję, że gdybym je zamknęła to zapadłabym się w błogą ciemność, tę senność czuję w całym ciele, a najbardziej w głowie, głowę mam bardzo śpiącą, inne części ciała nie manifestują tak wyraźnie zmęczenia, a może reagują inaczej na brak snu, albo nie odbieram dobrze sygnałów, które wysyłają, bo z pewnością wewnętrzne organy też chciałyby zasnąć, mój żołądek, śledziona, wątroba, serce, wyobrażam sobie jak tęsknią za głębokim odpoczynkiem, nieokreślonym, słodkim nicnierobieniem, zagrzebaniem się w puchu, słońcu, trwaniu w ciszy i bezruchu. a przede mną kolejny wyjazd zaczynający się od weekendu. cieszą mnie wasze wejścia na bloga, każde odwiedziny, każdy nowy kraj na mapie gości, witam wszystkich nowych czytelników, i starych oczywiście też, nisko się kłaniam, ręce składam w geście namaste, na wysokości serca, to miejsce w Indiach uważane jest za siedzibę boskości w człowieku, bądźcie szczęśliwi, fajnie, że jesteście.