czwartek, 16 października 2014
rabina
czytam Córkę rabina Revy Mann, książkę opisującą zamknięty świat ortodoksyjnych żydów.
rozmyślam czy jej bohaterkę można by nazwać rabiną. skoro jest hrabina (żona hrabiego) i jest drabina służąca do wchodzenia i schodzenia, to już bardzo blisko do kobietyrabiny, znawcy prawa żydowskiego.
najciekawsze w tej schematycznej powieści jest przedstawienie żydowskich zwyczajów, od tych najbardziej charakterystycznych: jak reguły zachowania podczas szabatu, stopień koszerności potraw, strój, po mniej znane, a jakże zadziwiające: instytucja swatki, zwyczaje ślubne, pożycie małżeńskie.
gdyby kobieta była rabiną, to ortodoksyjna żydówka mogłaby udać się do niej bez wstydu z zaplamioną chusteczką, po opinię czy wydzielina pochodząca z jej wnętrza jest koszerna czy też nie (niekoszerna oznacza siedem kolejnych dni seksualnej abstynencji). kobieta rabbi odrzuciłaby zapewne wiele archaicznych zasad – jak zakaz darcia papieru toaletowego w szabas oraz rytualne mycie po okresie nieczystości (w przypadku braku stosownej mykwy - zbiornika z bieżącą wodą służącego do rytualnej toalety, wymaga się od pań ablucji w naturalnym akwenie, nawet w najzimniejszą porę roku).
chwała bogu, że nie jestem żydówką.