poniedziałek, 17 listopada 2014
zmęczenie
zmęczenie to skutek warsztatów. bolą mnie barki i ręce. nie mam siły. i nie robię nic co nie jest bardzo pilne i niecierpiące zwłoki. odpoczywam. pozostaje mi słodkie leniuchowanie. z książką zagrzebuję się w miękką pościel, z biblioteki wróciłam z dziełem Yanna Martela Ja (spodobał mi się tytuł). chciałam wypożyczyć Zdradę Coelho, ale nie wydał jej system. w chwili gdy weszłam do biblioteki, ktoś zamówił tę pozycję przez internet. bibliotekarki dywagowały kto powinien tę książkę dostać: ja faktycznie tam będąca, która trzyma książkę w ręce, czy ten anonimowy czytelnik po drugiej stronie szklanego ekranu. obstawały, że ja, ale nie wygrały z programem, więc przepraszały, bo to się jeszcze nie zdarzyło, żeby tak, ledwo książkę odłożyły na półkę, a dla mnie to znak, że mam książki nie czytać, że nie powinnam, bo zdrada brzmi niebezpiecznie, wrogo, jak pożar buszu, ale też pociągająco, może zabrać do krainy rozmyślań, w miejsce gdzie nie powinnam się znaleźć, gdzie nie ma drogowskazów wskazujących drogę powrotną, a wycofanie mogłoby być równie trudne jak wyjście z labiryntu.
wcześniej dla podratowania zrobiłam rytuały. wróciłam do dawnych ćwiczeń. zaczęłam od 11 powtórzeń. jeszcze czuję jak lekko wyginał się kręgosłup, szczególnie w pozycji na kolanach i stoliku, jak dobrze było wrócić do znanych układów.
instruktorka namawia na kolejny maraton jogi w sobotę: 1,5 godziny w południe, i dwie następne godziny ćwiczeń łączących jogę z pilatesem.