sobota, 20 grudnia 2014
imię
jakby to było, gdyby moje Dzieci zwracały się do mnie po imieniu, zamiast mówić mamo.
imię jest bardziej zindywidualizowane niż nazwa świadcząca o pokrewieństwie.
moje imię to coś więcej niż mama, matka, mamusia.
moje imię to przecież ja. jeśli nie całkowicie i w pełni, to prawie, to coś bardzo bliskiego.
nie mówię do Dzieci: Synu, Córko. używam ich imion w formach zdrobniałych i specjalnie zmienionych. sporadycznie zdarza mi się powiedzieć Synu, ale tylko i wyłącznie do Młodego, kiedy z braku argumentów lub sił, muszę odwołać się do tej niepodważalnej relacji.
skoro ja nie mówię do moich Dzieci: Synu, Córko, to dlaczego oni zwracają się do mnie w taki sposób?
czy muszą do mnie mówić tylko i wyłącznie mamo z pominięciem imienia i to przez całe życie?
dlaczego nigdy nie przejdą ze mną na ty?
dlaczego nie możemy dostąpić tej bliskości jaką daje używanie imienia i formy bezpośredniej ty?
czy to różnica wieku sprawia, że nie możemy się spoufalić?
nie możemy, nie chcemy, nie wolno nam?
żeby nie zginąć w oficjalnym gąszczu nazw i pospolitości, nazwałam moją Mamę Mamulcem, a Młody swoją - Mamuszką.