środa, 27 maja 2015

jednogroszówka



W Polsce przetrwało wiele osobliwych przesądów. Jeden z nich każe wierzyć, że ten, kto
znajdzie jednogroszówkę reszką do góry - strona ta nosi cyfrę 1 - może ją podnieść i powinien starannie ją przechowywać, bo przyniesie mu szczęście. Jeśli jednak moneta leży orzełkiem do góry, nie należy jej podnosić, żeby nie prowokować nieszczęścia. Chociaż nie byłem zbyt przesądny, to zbierałem tylko te grosze, które leżały “prawidłową” stroną do góry, i nosiłem je stale przy sobie, by przyciągnąć szczęście. Z czasem grosz bardzo stracił na wartości i mało kto się schylał, by go podnieść, więc po dwóch czy trzech latach mój zbiór był tak okazały, że nachodziła mnie pokusa, by zrobić z niego użytek.
Pewnego dnia byłem straszliwie głodny. W pokoju mojego przyjaciela, w jakiejś szufladzie, znalazłem kawałek zeschniętego chleba. Była słoneczna niedziela. Żołądek domagał się gwałtownie ofiary z owych pięćdziesięciu groszy. W tamtych czasach było w Polsce wiele barów mlecznych z przestronnymi, jasnymi i czystymi salami. W tych “punktach masowego żywienia ludności” można było zjeść proste, zdrowe potrawy mleczne w białych, fajansowych naczyniach, podawane przez kelnerki w bieli. Nie mogłem się zdecydować, czy wydać moje pięćdziesiąt groszy, czy przechowywać je nadal. Zwyciężył głód i wszedłem do najbliższego “mlecznego raju”. W kącie sali, ukryty przed wzrokiem innych, zanurzyłem mój kawałek czarnego chleba w mleku. Nie poprzestałem na rozmiękczaniu jego brzegów, twardych i suchych jak sam system, lecz przyglądałem się, jak powoli nasączał się ciepłym płynem, jak stawał się coraz większy i coraz bielszy.
Roman Opałka


jeśli znajdę jakiś pieniądz, to podnoszę.
jednym szybkim ruchem.
nie patrzę czy leży do góry orzełkiem czy reszką.
w błocie czy na trawie, w zeschniętych liściach czy na grudzie piasku.

nie analizuję jego pochodzenia.
może być zagubioną resztą z pierwszych zakupów sześciolatka,
albo monetą, która wypadła ze zmarzniętej ręki prosto w zaspę śniegu.
zwykle przecieram ją chusteczką z obu stron,
i tak oswojoną, już moją
wkładam do portfela.

przesądna jestem.
i to bardzo.
ale inaczej.
wierzę w podszepty i krzyki intuicji.
wierzę w sny.
lubię też trzynastki i trzynastego (dzień moich urodzin),
ale przed czarnym kotem nie przejdę.
i tak śpiewane przez Mamę nauki poszły w las -
gdy ci kot przeleci drogę nie myśl, że to pech...