piątek, 17 lipca 2015
sprzątanie
Dawnej dom sprzątało się gruntownie przed świętami. Był to czas wielkich porządków i powszechnego czyszczenia, wypełniony niezliczonymi czynnościami (jak woskowanie podłóg, czyszczenie zastaw stołowych, naczyń ze srebra, pranie bielizny pościelowej oraz zasłon), które przywracały dawny blask mieszkalnym pomieszczeniom. Z miotłą i ścierką docierano do każdego kąta, nawet najbardziej zapomnianego. Przeganiano myszy i pająki. Wymiatało złe nastroje, choroby, pajęczyny.
W moim domu rodzinnym nie przywiązywano wielkiej wagi do porządków świątecznych. Sprzątało się, ale w granicach przyzwoitości, bez zbędnego nadęcia. Kontynuując tę linię, odpuszczam sobie sprzątanie świąteczne, traktując je jak sprzedaż wiązaną, przed którą nie da się uciec. Sprzątam, tyle ile trzeba, aby dobrze czuć się we własnym wnętrzu.
Inaczej ma się z porządkami przed przyjazdem gości. To jest czas specjalnych przygotowań i nic nie może być pominięte. Piszę długą listę rzeczy do zrobienia. Mobilizuję rodzinę. Wyciągam całą armię szczotek, mopów i magicznych gąbeczek (to mój największy sprzymierzeniec w walce z brudem plus gumowe rękawiczki). Właśnie teraz rozwijam skrzydła i porządkową inwencję. Mieszkanie ma lśnić. I będzie. Tylko czystością mogę przysłonić niedoskonałości wynikające z braku codziennej troski. Więc po tym przydługim wstępie zabieram się do pracy...