piątek, 25 września 2015

piołun



Dziś jest mój dzień podtrzymujący skutki przeprowadzonej diety wg pomysłu pani Dąbrowskiej. Efekty głodowania miały być spektakularne, ale takich nie zaobserwowałam. Jeśli jakieś się pojawiły, a chcę wierzyć, że tak było, to zmiany nastąpiły na tak subtelnym poziomie, że nie sposób ich uchwycić gołym okiem.


A więc zjadłam: cztery rzodkiewki, cztery malutkie jabłuszka z wyschniętą skórką, 0,5 litra soku z marchwi, 0,25 soku z grejpfruta (dobry wpływ Pani A., serwowane przez nią własnoręcznie wyciskane soki pozwoliły mi przełamać niechęć do tego cytrusowego owocu) i trzy miski zupy z cukinii, papryki i pora. Ten gorący posiłek zafundowałam sobie dopiero o dziesiątej wieczorem.

Z tą zupą wiąże się dziwna historia. W południe ugotowałam dwie zupy - pomidorową z makaronem dla rodziny oraz jarzynową dla siebie. Do mojej zupy dodałam świeże pomidory malinowe i cukinię z ekologicznej uprawy (tak zachwalał ją Dziadek, który nam ją sprezentował). Zupa wyglądała i pachniała jak zwykle, jednak była tak gorzka, że nie byłam w stanie jej zjeść. Smakowała jak piołun i najbardziej gorzkie lekarstwa. Po zjedzeniu jednej łyżki, musiałam płukać usta wodą z cytryną, aby pozbyć się gorzkiego smaku. I tę czynność powtórzyłam kilkakrotnie. Nie dowierzając własnym zmysłom skosztowałam jeszcze zupy z garnka, ta też była przeraźliwie gorzka. Z obawą o swoje poczucie smaku, spróbowałam zupy pomidorowej, i ta okazała się dobra, a w porównaniu z moją, nad wyraz smakowita. Jednak dodatek oliwy nie pozwalał mi na zjedzenie jej. Więc obeszłam się smakiem, aż do wieczora kiedy ponownie ugotowałam zupę z cukinii. Tym razem wzięłam te sklepowe cukinie i kosztowałam każdy składnik przed wrzuceniem do garnka.

Ile w życiu ugotowałam litrów zup, tego nie jestem w stanie policzyć. Choć późno osiągnęłam samodzielność w tej materii. Jednak po raz pierwszy przydarzył mi się taki przypadek. Sprawdziłam w internecie, i jak zwykle wszystkowiedzący forumowicze winą za gorzki smak potraw obarczają jesienną cukinię, i to właśnie tę ekologiczną, z przydomowych upraw. Jedna internautka po tym jak cukinia zepsuła jej obiad, zrobiła śledztwo i stwierdziła, że za gorycz odpowiadają kukurbitacyny, które są toksyczne. Inni zaś twierdzą, że nasiona cukinii podobnie jak pestki dyni, zawierające kukurbitacyny mają działanie przeciwrobaczne, zabijają tasiemce, glisty i owsiki. Najbardziej przeraziła mnie wiadomość, podana przez polski tabloid, o zgonie niemieckiego emeryta, w następstwie zatrucia po zjedzeniu potrawki z gotowanej cukinii, którą denat otrzymał od swojego sąsiada.

Dzięki bogom za obdarzenie mnie wrażliwym zmysłem smaku, zdolnym ostrzegać przed śmiercionośnymi toksynami.