wtorek, 8 grudnia 2015
paf
Umrzyj, zanim umrzesz naprawdę. Później już nie ma takiej szansy. C.S. Lewis
Dostaję wiadomość od Pani A, w której pisze, że nieomal umarła od boleści migrenowych. Współczuję głęboko i pocieszam. A potem wyobrażam sobie, że sama umieram, tak na prawdę, mój duch opuszcza moje ciało, i widzę je leżące bezwładnie jak znoszone stare ubranie. Nikomu niepotrzebne.
Więc piszę ostatniego posta, którego zamierzam opublikować po śmierci. Pożegnanie zza światów. Refleksje transcendentalne. Zaczynam jak zwykle cytatem z Terzianiego: Moja śmierć - paf! - można się uśmiać! Chwila zastanowienia, czy umarłam na prawdę, czy to nie jest żart wszechmogącego. Może tylko wydłużył się sen i stał głębszy niż zwykle. Może jeszcze wróci mi oddech i napełnią powietrzem płuca? A jednak rzecz śmieszna. Samo roztrząsanie tego gdzie jestem, w jakim świecie lub bardo, jest szalone. Mogłabym powiedzieć, że konam ze śmiechu na samą myśl, gdybym żyła i gdybym mogła myśleć. A może właśnie się stało - Za datą urodzenia pojawił się myślnik i kolejna data - śmierci. Już zdaje mi się, że ktoś zbliża się do mnie i pragnie przywitać. Już prawię widzę Mamę, Babcię i dalszych krewnych, za którymi tęsknię. Jeszcze mogę spojrzeć na ziemię. Jeden rzut oka na konary drzew w rogu okna, kubek z herbatą i zdjęcia Dzieci na biurku, niedoczytaną gazetę.
Muszę jeszcze tylko pamiętać, żeby dać Młodej hasło do bloga...