czwartek, 25 lutego 2016

jednosoobowo



dzień żebrania się kończy,
wracam przez zielone góry do domu.
zachodzące słońce schowane jest za zachodnimi skałami,
a księżyc świeci słabo na leżący niżej strumień.
zatrzymuję się przy skale i myję swoje stopy.
po zapaleniu kadzidła siedzę spokojnie w zazen.
znowu jednoosobowe bractwo mnichów;
ach... jak szybko przepływa strumień czasu.
Ryokan


dzień biurowego wyścigu się kończy,
wymieniam mejle z Panią M.,
do których dołączone są zdjęcia włoskiej wiosny i
stokrotek w doniczce w jasnym nowym wnętrzu.
wracam w śniegowym deszczu do domu.
odbieram przesyłkę z paczkomatu na stacji benzynowej.
mimo awarii urządzenia udaje mi się ją wyjąć i zapłacić należność kartą
(wielkie podziękowania dla pani, która udostępniła nam swój telefon
połączony z serwisem telefonicznym).
otwieram niebieską amandę, a yerbę energy z guraraną zostawiam na później.
po wieczornym obiedzie siedzę spokojnie na zafu.
dzień staje się coraz bardziej promienny.

ach, jak szybko przepływa czas.