sobota, 23 kwietnia 2016

inwazja



Księżyc nie pokazał się podczas wieczornej sesji jogi.
W wielkich oknach odbijały się czarne samotne chmury.

Przeżywamy najazd mrówek.

Opanowały stoły w jadalni, misy z bakaliami, smakołyki domowej roboty.
Pozostawione na talerzach i brytfannach resztki przemieniają się w kopce pełne mrówek.

Te czarne żywotne stworzonka są wszędzie.
W sypialniach i sali do ćwiczeń.

Cały czas w ruchu. Stale gdzieś pędzą.
Niektóre chcą nawet z nami praktykować jogę.
Dziś dwie mrówki zgoniłam z mojej różowej maty.
Nie miałam odwagi położyć się na niej razem z nimi.