wtorek, 3 maja 2016

traktat



Niekonieczność jest z naszego świata. Ma silny związek z wolną wolą.

Jedzmy winogrona, pijmy ciemne wino. Pestki wyrzucajmy na zroszoną ziemię.

Słuchajmy wieczornego dzwonu.

Na koszulce angielskiej turystki: "Morze nie jest odpowiedzią". A jednak, całe dni i noce odpowiada.
Duże białe trąbki powoju, na drzewkach pomarańcze, cytryny, granaty.
Owoce opuncji i kształtu buraczków. Ale nie tylko to i nie tylko tu.

Poranny taniec mew nad zatoką, z krążeniem i pokrzykiwaniami.

Niekonieczność tkwi między mądrością a przyjemnością, niekiedy blisko rozumnej konieczności.

Jeszcze słychać pojedyncze cykady.

Patrzmy na wieczorne światła w porcie. Niektóre łodzie wracają z połowu, inne wypływają właśnie na nocne łowiska. Każdy z tych ludzi zasłużył na kolację.

Niech nas przepełnia dobre natchnienie - pozdrówmy starszą panią, która kąpie się w eleganckim kapeluszu z wstążką.

Kupujmy drobne prezenty - miotełkę lawendy, naparstek, bransoletkę z malachitu. Pozdrawiajmy kamienie, przenośmy część wysp szczęśliwych na ląd.
Ufajmy przemianie.

Jeśli nawet ktoś obserwował nas z Kosmosu tego czy innego wieczoru, niech inne istoty uczą się niekonieczności od Ziemian, patrząc na ten oświetlony balkon.

Kiedy omijają nas jakieś okazje, niechybnie przyjdą następne, ale czasem decyduj się natychmiast. Kto wie, co będzie wygraną.

Studiujmy mapy, kłaniajmy się stronom świata. Zapamiętaj jak pachnie Róża Wiatrów.

Sypiajmy dobrze i długo, ale nie przeoczmy czasem jutrzni. I nie wybaczajmy komarom.

Jeśli od wielu dni nie widziałeś żadnego mnicha w pobliskim klasztornym ogrodzie, uwierz - kiedy w starym okienku zapali się świeca - że czuwa i pracuje na chwałę Pana. Może nawet rozmyśla o twoim zbawieniu.

Wzmagajmy niekonieczność, machając nogami, unosząc je wysoko.

Głaszczmy koty cierpliwie i często, one mają dar pocieszania, nie żądają niczego w zamian. Gdy leżą zamyślone, nie przebiegajmy im drogi gwałtownie.

W snach czytajmy dużo czeskich powieści z pogodnymi zakończeniami.

Całuj po przebudzeniu piersi ukochanej, wtedy są najszczęśliwsze i pełne ciekawości.

Niech cytrynowe drzewko okaże jutro znów radość.
Kłaniajmy się kapitanowi promu, który nas oprowadzi po morzu.

Pośpiech zniewala, poszukajmy sobie patrona powolności.

Dobrze, że ćmy ta noc ciepło otula.

Cieszmy się chłodem ciała, gdy wychodzimy z morskiej kąpieli, a potem osusza je słoneczny wiatr. I tym, że promyki potrafią spacerować po dnie morza, pomiędzy rybami.

Zauważmy szelesty w oliwkach, słuchajmy chętnie, gdy czytają nam inni. Niech to będą nienapisane przewodniki, niewymyślone jeszcze modlitwy.

Jaszczurka na murze także napełnia się światłem. Przyjmujmy dużo światła na tamte ciemne dni.

Zazdrośćmy trochę wyspiarzom, kiedy siedzą długo w swoim bistro przy porannej kawie. Przyłączmy się do nich. Trochę udawajmy.

Kochajmy nawet przepaście, po coś tak mocno i gwałtownie istnieją.

Zapisz to zdanie, gdy ona zmywa sól z ciała, otula się ręcznikiem i suszy włosy, potrząsając głową.
Kupuj czarne kajety, one długo służą podróżnym.

Motyle traktuj z należną uwagą, to przecież prawdziwi książęta.

Słuchaj jak cieknąca woda orzeźwia rośliny i gaj pełen lewantynek łagodnie się uśmiecha.

Pakuj się mądrze, aby wszystko było łatwo dostępne - turecki talizman przeciwko złemu oku, teatralna lornetka, perfumy i fular.

Jeśli niepokoisz się nieco przed podróżą, pomyśl, że to właśnie ciekawość i zapowiedź zmiany. Na wszelki wypadek pospaceruj jeszcze w porcie, przeczytaj stare ogłoszenie na szybie zamkniętej piekarni. Nie zawsze wiadomo, co nas może dotyczyć.

Niekiedy chmury wyglądają jak ogromne ptaki. Przypomnij sobie, co przypomina twoje życie.

Pijmy w ostatni ciepły wieczór w południowej stolicy czerwone wino Faust - zasłużyliśmy na nie, zwiedzając długo bezludne muzeum, pozdrawiając Caravaggia i Goyę, i infantki Velazqueza, a także kąpiącą się w jasnej zieleni dziewczynę Renoira. Teraz, po zgaszeniu świateł, czułe anioły przewracają tam kostki domina.

Załóżmy czytaną książkę ostatnim banknotem i spójrzmy na czaple za oknem. Stoją na łąkach na jednej nodze, my nie musimy. Nie spóźnijmy się na ten widok.

Zarabiajmy tak jak rzeczy w przechowalni bagażu - przynoszą komuś zysk dlatego, że są.

I nie miejmy pretensji do godzin, że są i przemijają. Omijać wypada tylko jałowe i puste.

W nowym mieście naszego postoju kupmy bilety na melancholię, a wakacje oddajmy na chwilę do szatni. I wypasajmy czarnego konia na cesarskich trawnikach.

Po stronach niekonieczności lubi spacerować spóźniona biedronka. Nawet, gdy już nastał październik.

I podziwiaj popiół. Przyjmuje kształt naczynia. Wszędzie mu wygodnie.


Krzysztof Lisowski, Traktat o niekonieczności, nowa wersja


kocham ten tekst.

pokochałam go od pierwszego słowa,
tytułu.

nieśpieszność.
niekonieczność.
piękne widoki i spokojne chwile,
na które nie wypada się spóźnić.

rozmarzenie.
świetlistość.
nastrój wieczoru i odwaga poranka.

dom i podróż.
powolność.
dorastanie.
głęboki sens życiowej układanki.

przeczytajcie ten traktat i noście go w sobie przez cały czas.