sobota, 4 lutego 2012

soham

so ham
mantra pierwotna,
pierwsza z pierwszych.
oddech.



dziś
miałam na sobie
podkoszulkę bez rękawków,
bluzkę z cienkiej bawełny,
dwa długie swetry zapinane na guziki,
wełnianą marynarkę,
chustkę,
czapkę,
kurtkę puchową z kapturem
(kaptur na czapce),
rękawice narciarskie,
getry,
akrylowe podkolanówki, grube jak sweter,
spodnie (chyba z domieszką wełny),
buty zimowe ecco.

było minus piętnaście stopni.

po dwóch godzinach na dworze,
miałam ciepłe ręce,
trochę tylko zmarzły mi paluszki stóp.