niedziela, 5 lutego 2012

księga




przyśniła mi się,
dawno temu,
na obozie jogi.

trzymała ją w ręce Maria, moja instruktorka.
książka miała tytuł - księga życia i śmierci,
lub śmierci i życia,
kolejności nie pamiętam.

dzień później wróciłam z obozu
i znalazłam się w wielkim mieście.

w przerwie śniadaniowej wyskoczyłam z pracy
do księgarni.
wcale jej nie szukałam,
bo szukać nie chciałam.
książka ze snu była tylko obrazem,
jednym z rozlicznych,
nierealną projekcją,
zmęczonego umysłu.

w księgarni
sama wpadła mi w oczy.
jakby na mnie czekała.
pomarańczowa okładka,
tytuł taki podobny:
tybetańska księga życia i umierania,
autor Sogjal Rinpocze.

nie kupiłam jej od razu.
uderzona zbiegiem wydarzeń,
tych ze snu i z jawy.

wróciłam po nią po południu,
i od tego czasu
się z nią nie rozstawałam.

zachłysnęłam się tą książką,
tak jak później wieloma innymi buddyjskim książkami.

to jest książka niezastąpiona
w zrozumieniu
naszego życia,
celu istnienia,
i umierania.

zawsze wracam do niej gdy,
odchodzi ktoś bliski,
lub bliski bliskich.

autor Sogjala Rinpocze tak określał swój cel podczas pisania tej książki:
Chcę, żeby żaden człowiek nie bał się śmierci ani życia.
Chcę, żeby wszyscy ludzie umierali w spokoju,
otoczeni mądrą, bezinteresowną i czułą opieką,
by znaleźli prawdziwe szczęście, które dać może
tylko zrozumienie natury umysłu i rzeczywistości
.