czwartek, 26 kwietnia 2012
fryzjer
dziś u fryzjera spędziłam pięć godzin.
dwie czekając na swoją kolej,
dwie jako przedmiot uwagi fryzjera,
jedną w oczekiwaniu
na rezultaty sztuki fryzjerskiej
na głowie Młodego.
pierwszą godzinę czekania
umiliłam sobie shoppingiem.
kupiłam ostatni tom wierszy
Wisławy Szymborskiej
Wystarczy.
dobry tytuł,
wystarczy.
wystarczył,
na kolejne godziny.
czytałam wiersz za wierszem.
tomik szczególny,
pośmiertny,
zawiera zaledwie trzynaście utworów
i szereg notatek Poetki uzupełnionych komentarzami redakcyjnymi.
swoisty singiel poetycki.
nożyczki błyskały w powietrzu,
włosy prężyły się na grzebieniu,
a ja przemierzałam
kraj, który jest wszędzie i nazywa się Poezja.
Przyśniło mi się, że czegoś szukałam
gdzieś chyba schowanego albo zgubionego
pod łóżkiem, pod schodami,
pod starym adresem.
Grzebałam w szafach, pudłach i szufladach
pełnych na próżno rzeczy nie do rzeczy.
Wyciągałam z walizek
poodbywane lata i podróże.
Wytrząsałam z kieszeni
uschnięte listy i nie do mnie liście.
Przebiegałam zdyszana
przez swoje, nieswoje
niepokoje, pokoje.
Grzęzłam w tunelach śniegu
i niepamiętaniu.
Wikłałam się w kolczastych krzakach
i domysłach.
Rozgarniałam powietrze
i dziecinną trawę.
Usiłowałam zdążyć
zanim zapadnie zeszłowieczny zmierzch,
klamka i cisza.
W końcu przestałam wiedzieć
czego szukałam tak długo.
Zbudziłam się.
Spojrzałam na zegarek.
Sen trwał niecałe dwie i pół minuty.
Oto do jakich sztuczek zmuszony jest czas,
odkąd zaczął natrafiać
na uśpione głowy.
Wisława Szymborska, W uśpieniu