siedzieć z depresją przy jednym stoliku
nie lubię.
wolę siedzieć sama
i wsłuchiwać się w rozmowy toczące się obok.
czy poznali się dzisiaj, czy wczoraj,
czy znają się od roku.
kobieta z depresją
nie podniosła oczu,
przysiadła się bez słowa do mojego stolika,
bez spojrzenia,
bez uśmiechu.
o tej porze w barze
są wolne stoliki.
przesiadam się na miejsce zwolnione przez parę,
która właśnie wyszła.
dawno tu nie byłam.
moja ulubiona knajpa,
uznawana za kultową wśród wegetarian
wielkiego miasta.
gotują tu według pięciu przemian.
tak jak ja gotuję.
gotują od dziesięciu lat,
od tylu ilu mieszkam w wielkim mieście.
na wszystkich ścianach kolorowe freski,
smoki, tygrys, kwiaty,
na różowym suficie złote gwiazdy.
obrusy przeraźliwie wzorzyste i pomięte.
krzesła i stoły z demobilu.
w kącie pianino,
stare, pewnie rozstrojone.
muzyka gra cicho z głośników.
kelnerki tupią obcasami o kamienną podłogę.
soczewica po hindusku,
z ryżem i orzeszkami ziemnymi,
mocno zapieczona,
z curry i kolendrą.
ciągle jeszcze mi smakuje.
dawno tu nie byłam.
smakuję, nie śpiesząc się.