niedziela, 26 sierpnia 2012

weekend


weekend powinien trwać trzy dni,
od piątku do niedzieli.

absolutnie nie dwa.

dwa dni to zdecydowanie za mało
żeby wypocząć,
żeby poczytać,
żeby się wyspać,
żeby pomedytować,
żeby pooglądać filmy,
żeby poćwiczyć ciało,
żeby pogadać,
żeby nacieszyć się czasem i przestrzenią.

dziś czuję się jakbym była w środku czegoś,
co nie wydarzy się do końca,
co zmieni swój bieg omijając właściwe zakończenie.

tak jak gdyby ostatnia szpula filmu zaginęła w dusznym mroku
i zaczęto wyświetlać nowy film bez pokazania końca poprzedniego.