niedziela, 2 września 2012
poeta
Trzeba pisać. Żeby zarobić na chleb.
I na podróż do Patagonii albo na Labrador.
Bo trzeciego wyjścia, trzeciego bieguna, zdaje się, nie ma.
Zaraz. Chwila.
Są jeszcze dwa bieguny magnetyczne.
Niewiele brakowało, a byłbym zapomniał, a kiedy bym sobie później,
kiedyś tam, przypomniał, mogłoby już wtedy być za późno.
Tak. Więc są jeszcze dwa bieguny magnetyczne.
I czemu właśnie one nie miałyby się okazać dosłownie
najbardziej przyciągające. Jeden z nich.
Co będzie tym biegunem? A może kto? Kto będzie tak pociągający?
O czym pisać? O wszystkim. O poezji zatem.
Bo wszystko jest poezją, każdy jest poetą.
Do sformułowania tej prawdy powoli
doprowadziło mnie widziane, słyszane, przebyte, przeczute,
przewrażliwione, przeklęte i błogosławione,
z rzadka tu i tam przeczytane.
Wszystko jest poezją, każdy jest poetą.
Wszystko jest poezją, a najmniej poezją jest napisany wiersz;
każdy jest poetą, a najmniej poetą jest poeta piszący wiersze:
czy to jest też prawda? Jeszcze nie wiadomo.
Wiele znaków na ziemi i niebie wskazuje na to,
że tak istotnie jest.
Zwłaszcza na ziemi.
Zwłaszcza na książkach.
Na książkach zwłaszcza "poetyckich".
Wszystko jest poezją: to że idziesz do księgarni,
kupujesz tomik wierszy, wychodzisz,
przy straganie kupujesz pół kilo czereśni albo pół kilo śliwek,
zależy jaka pora roku, idziesz do parku,
siadasz na ławce, jedną ręką przewracasz kartki,
drugą sięgasz po czereśnie lub śliwki, zależy jaka pora roku,
wszystko to jest oczywiście poezja,
a najmniej poezją są czytane wiersze.
Bo czytasz i co czytasz?
Czytasz, że nie ma ci nic do powiedzenia pan Fulano czy pan Mengano,
czy pan Zutano, jak mówią w Ameryce Łacińskiej,
czyli panowie: Iksiński, Ipsyloński, Zaniewski.
Przewracasz kartki i tyle.
Kiedy się jedzie pociągiem, to jest to podobna,
ale o ile ciekawsza poezja.
Znam takich, którzy wysiadają na jakiejś stacji
albo wprost wyskakują z pociągu (nie trzeba z pośpiesznego),
żeby wejść w krajobraz, który ich nagle olśnił.
Żeby być w nim. Wtopić się weń. Być jedną linijką,
jednym wersem w tym wierszu. Taki skok z pociągu albo
nagłe wysiadanie na stacji niedocelowej i pójście przez
pola, na przełaj, na sagę jest przepięknym wierszem,
tyle że nie zapisanym na papierze.
Ale ja myślę, że zapisany zostaje w powietrzu,
odciśnięty w zostaje powietrzu kształt tego wiersza
i znam znowu takich, którzy umieją przepisywać z powietrza
i być może tego wiersza nie przegapią,
tylko go przepiszą z powietrza i inne wiersze przepiszą z powietrza,
z wnętrza powietrza, inne jeszcze wiersze przepiszą z własnego wnętrza,
zbiorą to wszystko, złożą do wydawnictwa,
redaktor w wydawnictwie, który przeważnie nie ma
zielonego ani niebieskiego pojęcia,
być może tych wierszy nie odrzuci, mimo mętnych,
niejednoznacznych recenzji wewnętrznych
i po latach ukazuje się książka, idziesz do księgarni,
kupujesz, wychodzisz, przy straganie kupujesz pół kilo jabłek
albo w kiosku paczkę papierosów, idziesz do parku,
siadasz na ławce, czytasz i potęga!
Coraz jesteś przykuty do tego, co czytasz,
i dlatego coraz podnosisz głowę w górę,
w domeny powietrza i odbywasz komunię z tym, co czytasz,
tak, jak tego chce Gaston Bachelard i jak powinno być.
I czy wtedy też jest tak, że najmniej poezją jest napisany wiersz
i tak, że najmniej poetą jest poeta piszący wiersze?
Wygląda na to, że wtedy nie jest tak, ale coś mi szepce,
że to jeszcze nie jest dowód przesądzający sprawę.
Będziemy tego dochodzić.
Będziemy tego i wielu innych rzeczy dochodzić.
Mówi Ezra Pound: "ciekawość swoją trzeba nieustannie doskonalić".
To poleciłby Pound młodym poetą, gdyby miał im cos polecać.
Polecić by to należało wszystkim (wszystkim poetom, bo każdy jest poetą).
Również tym, co płyną na wielkich statkach po morzach i oceanach świata,
widząc niewiele poza czubkiem własnego nosa żeglującym
po morzach i oceanach świata.
Mówię o nich, bo miałem z nimi trochę do czynienia w różnych
rozrzuconych na obydwu półkulach portach:
Acapulco, Mazaltlán, Veracruz, Tampico, Marsylia, Le Havre,
Ostenda, Antwerpia, Amsterdam, Oslo, Stavanger, Rijeka, Bejrut.
W Bejrucie zwłaszcza bardzo marnym poetą (każdy jest poetą),
żałosnym wręcz grafomanem okazał się kapitan pewnego statku,
do którego to statku dążyłem z bijącym sercem,
pokonując dwa łańcuchy górskie, najpierw Góry Antylibanu,
potem rajską dolinę Beka i zraz znów Góry Libanu,
w śniegu, w śniegu (Liban znaczy po arabsku "biały"),
potem, po drugiej stronie, w dół, do Bejrutu,
i jeszcze niżej, do portu: trzy razy przeszedłem wzdłuż
i wszerz wszystkie nabrzeża, nie znajdując poszukiwanego statku,
który nie jest przecież szpilką w stogu siana,
nawet w tak olbrzymim porcie jak Bejrut.
Statek, którego szukam, jest niewidoczny,
bo jest widocznie na redzie, pomyślałem wreszcie,
siedząc na jakieś beczce, paląc papierosa, odpoczywając zachłannie,
ale jakby nie całym ciałem, jak człowiek,
który jeszcze nie dał za wygraną.
Wynająłem łódź i popłynąłem na redę, w morze...
Swoją ciekawość trzeba umieć doskonalić.
Jeden jedzie na Wyspy Kanaryjskie, drugi do Grudziąca,
ale nie znaczy to, że swoją ciekawość
i ciekawość świata bardziej udoskonali ten pierwszy.
Podróż do Grudziąca może być dla tego drugiego
o wiele bardziej ciekawa i egzotyczna,
niż dla tego pierwszego podróż do Santa Cruz de Teneryfe.
Poza tym, gdziekolwiek by się pojechało,
spotyka się tam, dokąd się dotarło, przede wszystkim to,
co się z sobą przywiozło.
Jeśli przywiozło się ze sobą niewiele tako niewiele się
w drugim końcu świata spotyka.
I tu nic nie pomoże.
Niektórzy z poetów piszących wiersze podają pod swoimi
utworami nazwę egzotycznie brzmiącej miejscowości,
na przykład "Pisane w Istambule, dnia tego a tego",
albo "Szwajcaria, nad jeziorem takim a takim",
jakby to miało w jakimś sensie nobilitować powyżej napisany tekst,
podnieść jego rangę, jego wartość.
Są przypadki podawania pod utworami miejsca
i daty oraz ewentualnie dedykacji,
podyktowane względami często usprawiedliwionymi,
ale często też proceder ten obliczony jest na efekt.
Tani. Mówię, co wiem.
Nie wiem, czy któryś z poetów-astronautów amerykańskich
(każdy jest poetą), którzy byli na księżycu,
zajmuje się pisaniem wierszy.
Jeśli tak jest i jeśli tak było,
że ów piszący wiersze miał czas napisać na księżycu wiersz,
to fakt napisania go na księżycu nie ma dla wartości wiersza,
wartości samej w sobie, żadnego znaczenia.
Jeśli wiersz jest słaby, to fakt napisania go na księżycu
nie czyni go lepszym.
Jeśli już, to raczej można by powiedzieć, że czyni go jeszcze gorszym.
Takie miejsce jak księżyc chyba jednak do czegoś zobowiązuje.
Przynamniej na razie.
Powiedzmy to samo trochę inaczej: jeśli utwór jest dobry
(co najmniej dobry), to niech sobie będą:
miejsce i data powstania oraz ewentualne dedykacja.
Utworowi to nie przeszkadza; czytelnik ma to,
czego szukał, a autor, opatrując swój tekst datą
i miejscem powstania oraz ewentualną dedykacją,
ma w tym widocznie jakiś swój cel, najczęściej całkiem prywatny,
intymny i nam, czytelnikom, nic do tego.
Zatrzymałem się być może odrobinę dłużej niż należało,
przy sprawach dość błahych, ale w tych błahościach też jest rzecz.
Ciekawość swoją trzeba nieustannie doskonalić.
Tymczasem ludzie (poeci-ludzie, bo każdy jest poetą) śpią.
Śpią we śnie i śpią na jawie.
Budzenie się ze snu poziomego jest w miażdżącej większości
jedynie przejściem do innego rodzaju snu, snu pionowego,
snu jawnego, snu z otwartymi oczami.
Ale, na szczęście, nie wszyscy budząc się śpią dalej
w tym nieco niepotocznym rozumieniu.
Jest też garstka takich, co nie śpi nigdy.
Nawet śpiąc, w tym potocznym rozumieniu, nie śpią.
Pracują dalej przez sen.
Edward Stachura
byłam z Młodą w kinie na Siostra mojej siostry.
film zupełnie nie dla nastolatek,
choć z kategorii komedii romantycznych.
dla mnie był to dramat, pełną gębą,
z trochę komicznym zakończeniem.