czwartek, 13 grudnia 2012

mimo


mimo wszystko próbuję znaleźć kilka powodów,
dla których był to dobry dzień:

1. obudziłam się przed dzwonkiem budzika
(może niezbyt wyspana, lecz z pewnością przytomna),

2. nie spóźniłam się do pracy,
(zdążyłam nawet wypić jeden łyk pysznej kawy przed wyjściem),

3. w porę wyekspediowałam z biura krwawiącą koleżankę do lekarza
(nasze idealne stroje wyszły z tej opresji bez szwanku),

4. Młody definitywnie zażegnał chorobę,
(spadła mu temperatura i zakończył monodietę),

5. okulista obwieścił optymistycznie przełom w leczeniu krótkowzroczności,
(będzie pierwszy, który będzie miał nowe soczewki),

6. przemaszerowałam wszerz i wzdłuż wielkie miasto
(łagodny mróz wcale nie dał mi się we znaki),

7. degustacja pierogów w pierogarni polecanej przez Sophie nie wywołała rozczarowania
(choć dowiodła, że najlepiej jada się w domu).