czwartek, 17 stycznia 2013

pistacje


jestem uzależniona od pistacji.

te najlepsze sprzedają w sklepie naprzeciwko mojego biurowca.
wpadam tam zaraz po pracy.
ładuję szuflą z wielkiego jutowego wora do małego foliowego woreczka
i pędzę do kasy.

jeszcze w sklepie trzy garście orzeszków pistacjowych lądują w prawej kieszeni puchowego płaszcza.
a stamtąd rytmicznie, jeden po drugim do moich ust.
niewysłowiona rozkosz i radość.

zaintrygowana wyraźnie postępującym uzależnieniem,
chciałam dowiedzieć się co tkwi w tym małym zielonym orzeszku, że myślę tylko o nim.

pistacja nazywana jest przez Chińczyków orzechem szczęścia.

jak podają różne internetowe źródła,
spożywana jest przez ludzi od co najmniej 9000 lat,
i jest jednym z dwóch gatunków orzechów wspomnianych w Biblii.

pistacje są źródłem ponad trzydziestu witamin i minerałów,
oraz wielu składników odżywczych.
na tle innych orzechów wyróżniają się wysoką zawartością potasu i fitosteroli,
a jako jedyne zawierają karotenoidy - luteinę i zeaksantynę.

zielony kolor pistacji pochodzi właśnie ze związku zwanego luteiną,
który zapobiega zwyrodnieniu plamki żółtej, najczęstszej przyczynie utraty wzroku
związanej z wiekiem.

garść pistacji dziennie może zmniejszyć nie tylko ryzyko chorób serca,
lecz uchronić także przed niektórymi rodzajami nowotworów.

orzechy pistacjowe doczekały się swojego święta.
26 lutego każdego roku miłośnicy pistacji na całym świecie obchodzą
Międzynarodowy Dzień Pistacji.

a to przecież dzień urodzin Pani A.

gdy piszę tego posta, marzy mi się pistacjowa uczta,
członkowie rodziny siedzą wkoło i przegryzają smakowite orzeszki.