wtorek, 26 lutego 2013
kolczyk
lubię rzeczy, które po okresie zagubienia, cudownie się odnajdują.
lubię te rzeczy podwójnie, potrójnie,
wydają mi się bardziej moje.
czuję, jak wytwarza się między nami delikatna więź,
coś jakby przywiązanie,
wśród nieskończonej ilości przedmiotów i możliwych kombinacji
pojawia się znak, że ta rzecz i ten właściciel są sobie przeznaczeni.
fakt odnalezienia zagubionych przedmiotów,
odbieram jako wyraz ich woli bycia ze mną.
sposób zamanifestowania, że pragną tego co było,
znanej i sprawdzonej formy życia w towarzystwie,
że ten powrót to ich świadomy wybór.
kolczyki - perełki na metalowym sztyfcie kupiłam w zestawie
z różyczkami w kolorze czerwonego wina w ulubionym sklepie Sophie.
do kompletu poleciła mi je sprzedawczyni.
idealnie pasowały do bransoletki, którą tworzą nanizane na gumkę
złote mufinki z nadzieniem w kolorze burgunda, brudnego różu
i butelkowej zieleni, ułożone naprzemiennie z perełkami.
pierwszy raz kolczyk-perełka zaginął mi pod prysznicem na siłowni w styczniu.
szukałam go przez tydzień wypytując o niego pracujące tam panie.
po dwóch tygodniach straciłam nadzieję na znalezienie zguby
i zaczęłam rozglądać się za nowymi perłami.
niespodziewanie wypadł z worka, w którym noszę podręczne rzeczy na jogę,
lądując na podłodze mikroskopijnej łazienki wprost przy moich stopach.
wczoraj zgubił się znowu.
na ulicy poczułam jak zsuwa mi się po szyi zatyczka w kształcie motylka.
gdy dotknęłam ucha, kolczyka już nie było.
tym razem nadzieja na odnalezienie była minimalna.
ruchliwa ulica w centrum wielkiego miasta,
po której wędrują wte i wewte tłumy dojeżdżających do biur i zakładów pracowników.
nie wyobrażacie sobie ile białych plam jest o tej porze na chodniku.
postanowiłam wrócić do sklepu, w którym wcześniej kupiłam pieczywo,
jakby to miejsce mogło mieć jakiś związek ze stratą.
weszłam do sklepu z nosem przyklejonym do ziemi,
obeszłam wszystkie kąty i wyszłam.
nagle w świetle promieni zamglonego zimowego słońca, moim oczom ukazał się on.
błyszczący, idealnie prosty leżał w zagłębieniu pomiędzy płytami chodnika.
zdawał się uśmiechać.