poniedziałek, 25 lutego 2013
kręgarka
wybrałam się do niej z bólem lędźwi.
wyszłam z bólem pleców, bioder i lędźwi.
samo wspomnienie zabiegów napawa mnie przerażeniem.
nastawianie rąk, nóg, szyi, palców,
stawów biodrowych, kolanowych, skokowych,
obręczy barkowej, kręgosłupa
to przeżycie traumatyczne.
jeszcze teraz słyszę delikatny głos wypowiadający komendy:
rozluźnij, pchaj, rozluźnij
i następujące po tym odgłosy chrupania, praskania.
jeszcze czuję te uciski, mocowania, trzaski.
największy ból sprawiło mi prawe śródstopie.
może to jest najsłabsze ogniwo
od którego wszystko się zaczęło.
proszę mnie tam więcej nie dotykać, nie pozwalam.
w domu zamiast sugerowanej aspiryny
wypiłam dwa kieliszki czerwonego wina i poszłam do łóżka.
nie chciałam roztrząsać tego co się stało
ani przed, ani w trakcie, ani post factum.
zdając się na opatrzność losu i mój niepoprawny optymizm,
trwam w przeświadczeniu, że ciało podda się duchowi i wyczekuję poprawy.
zgodnie z zaleceniem kręgarki powinnam rozruszać biodra.
a do tego najlepszy jest taniec.
choć nigdy specjalnie nie lubiłam tańczyć,
podjęłam postanowienie,
w piątek idę na pierwszą lekcję zumby.
nigdy nie mów nigdy.
misją kręgarki, do której chodzę jest propagowanie prawidłowej postawy.
jej zalecenia w trakcie wykonywania różnych
życiowych czynności podam przy okazji.