poniedziałek, 18 lutego 2013
przypadek
raczej nie wierzę w przypadki, niewytłumaczalne zbiegi okoliczności.
zdarzenia duże i małe uważam za celowe.
wszystko dzieje się po coś.
a po co - to tajemnica, zagadka, rzecz do zgłębienia,
do zrozumienia.
czasem tę tajemnicę łatwo odkryć,
wyczuć przez skórę.
a czasem nie.
nie wierzę w bezsens istnienia,
nie wierzę w chaos,
nie wierzę w zbyteczność spotkań i chwil.
wierzę, że mimo miliardów istnień ludzkich na ziemi
naszymi losami, losami ziemi,
rządzi głębszy sens i porządek.
Panią E. znam od 2004 roku.
poznałyśmy się w pracy.
zajmowałyśmy pokoje po sąsiedzku.
najpierw dzieliła nas ściana,
potem piętro, a jeszcze później kilkanaście kilometrów.
wśród wielu innych współpracowników i różnych okoliczności,
przez te dziewięć lat bardzo zbliżyłyśmy się.
dzisiaj w rozmowie z Panią E., której tematem głównym był dzień kota
i jej wizyta w schronisku dla bezdomnych zwierząt,
okazało się, że dwadzieścia sześć lat temu, Moja Mama zginęła
w wypadku wraz z wujkiem Pani E., bratem jej mamy.
jechali tym samym samochodem.
siedzieli obok siebie.
czy to jest przypadek czy coś więcej niż przypadek.
dlaczego nasi bliscy zginęli razem.
dlaczego dowiedziałyśmy się o tym właśnie dzisiaj,
w czasie zwyczajnie banalnej rozmowy.
dlaczego musiało minąć aż dziewięć lat naszej znajomości,
abyśmy mogły odkryć istnienie tego zbiegu okoliczności,
który wydarzył się tak dawno.
czy poznałyśmy się po to, żeby przeżyć raz jeszcze
ból niewysłowionej straty,
czy w chwili tego wielkiego zdarzenia przed laty
było już wiadome, że kiedyś spotkamy się i dotrzemy do tej prawdy.
Panią E. przeszedł dreszcz.
mnie też.