czwartek, 28 marca 2013
stół
na stole postawiłam kurę ze słomy, nieomal naturalnej wielkości,
z czerwonym dziobem i grzebieniem,
z jej grzbietu wynurza się krzaczek calanchoe o żółtych płatkach.
kurze z uwagą przyglądają się słomiany ptak i jeż
przyczepione podstawami z magnesu do drzwi lodówki.
w wysokie świeczniki wsadziłam strzeliste białe świece.
na głębokie talerze nałożyłam spaghetti
z sosem pomidorowym zapieczone żółtym serem.
dwa wysmukłe kielichy napełniłam francuskim winem
z jasnych winogron (prezent od Pani A.)
a teraz siedzę przy tym stole
i układam listę świątecznych potraw i ciast,
które zamierzam przygotować.
z założenia te święta mają być minimalistyczne:
minimum porządków, minimum zakupów,
minimum wysiłku i czasu poświęconego na przygotowania.
a jednak z wiekiem, co zauważam z pewnym rozczarowaniem,
inaczej rozumiem pojęcie minimum,
to, co kiedyś stanowiło minimum, nie przypomina tego z dziś.
wracam myślami do francuskiego filmu, który widziałam po południu,
Wspaniała i zastanawiam się
czy zawsze trzeba udowadniać, że się jest najlepszą,
czy trzeba być najlepszą, by zdobyć miłość,
czy nasze codzienne zmagania nie czynią z nas nadzwyczajnych,
czy wspaniała bez miejsca na podium nie jest każda z nas.
zainteresowanym filmem podpowiem, że obecnie
rekordzistką w maszynopisaniu jest Barbara Blackburn,
z wynikiem 1060 znaków na minutę na klawiaturze w układzie Dvoraka.