piątek, 7 czerwca 2013
miejsce
ulubiona księgarnia jest niezawodna.
półka z poetyckimi książkami pęka w szwach.
wśród nich łatwo dostrzegam dwa egzemplarze
(choć z trudem wyciągam, z uwagi panujący ścisk)
najnowszego tomu wierszy W. S. Merwina, wydawnictwa Znak.
na okładce biel przełamana fragmentem zieleni palmowych liści.
najpierw przeczytałam entuzjastyczną recenzję nt. poezji Merwina,
później kilka wierszy w różnych tłumaczeniach.
a gdy zobaczyłam na yt poetę, małego pomarszczonego człowieczka
o białych włosach, wśród egzotycznych drzew i roślin,
własnoręcznie sadzonych przez niego na plantacji na Hawajach,
poczułam natychmiast przeogromną sympatię.
w dodatku jest buddystą.
Ostatniego dnia świata
chciałbym zasadzić drzewo
a po co
nie dla owoców
drzewo dające owoce
nie zostało zasadzone
chcę drzewa które wzrasta
w ziemi po raz pierwszy
słońce już będzie
zachodzić
woda
dotknie korzeni
w ziemi pełnej zmarłych
a chmury będą przepływać
jedna za drugą
nad liśćmi
W. S. Merwin, Miejsce
w tłumaczeniu Karoliny Kopczyńskiej
ostatniego dnia świata
też chciałabym zasadzić drzewo
złożyć ziemi korzenie z pragnieniem wzrastania
bardziej niż czegokolwiek
potrzebuję pewności, że słońce
zawsze będzie i woda