poniedziałek, 1 lipca 2013

listy


czasem piszę takie listy,
których nikt nie dostaje.

słowo po słowie, zdanie po zdaniu,
układam w głowie,
opisy wydarzeń i historyjek, jak to
Młoda szermierkę rzucała, albo
Młody ścinał włosy na krótko pierwszego dnia wakacji,
odpowiedzi na pytania te najbardziej osobiste,
zgodnie z zasadami gramatyki i ortografii.

piszę te listy i wysyłam w myślach.
i czekam na odpowiedź.

brak odpowiedzi jest sygnałem,
że list chyba nie został wysłany.
sprawdzam folder poczty, faktycznie.
pustka pod datą
jest potwierdzeniem przypuszczenia.

lubię otrzymywać listy w odpowiedzi na te niewysłane.
czasem coś się ułoży dokładnie tak jak trzeba,
a czasem odwrotnie.
a jeszcze bardziej lubię wysyłać listy
i otrzymywać w tym samym momencie,
od tego samego adresata.
nawet gdy listy mijają się między sobą,
po kilku wymianach,
rozbrzmiewa w cyberprzestrzeni nieukrywana wesołość.

adresat listu, który do niego nie dotarł, nie powinien się smucić.
list przecież został napisany,
obszernie i bardzo starannie,
z użyciem dużych liter, tam gdzie to było potrzebne.

adresat takiego listu powinien sobie wyobrazić
jak otrzymuje te wszystkie listy napisane przeze mnie właśnie dla niego,
jak czyta mail za mailem, jak się śmieje, jak płacze ze wzruszenia.
adresat listu powinien sobie wyobrazić
jak składa wydruki, kartka za kartką, i wkłada je do portfela.

tak jak ja to robię gdy dostaję list od adresata.