w drodze do pracy
poczułam przypływ najczystszej miłości,
niczym niezmąconej
słodkiej jak owoce brzoskwini i pomarańczy.
przypomniało mi się jak dzień wcześniej
Młoda spytała mnie czy mogłaby sobie coś kupić za resztę,
z tych dziesięciu złotych, które dostała na razowy chleb.
- co chciałabyś sobie kupić? - spytałam.
- bułkę z ziarnami - odparła.
zdawało mi się, że na drzewach zakwitły kwiaty wiśni.