niedziela, 14 lipca 2013

przedpołudnie


nauczyciel jogi zaprasza do praktyki na trawie
w cieniu wysokich dębów i olch.

jest ziemia, niebo i mata.
nie brakuje mi ściany z luster, reflektorów u sufitu,
kostek z tworzywa i długich pasków.
pod matą wyczuwam nierówność podłoża i twarde korzenie.

wygięta w pługu patrzę na świat do góry nogami,
widzę rozłożyste korony dębów i zielone liście,
które migoczą na tle nieba jak szkiełka witraży.
ta chwila sprawia, że łączę się z duchem lasu,
dwa tysiące lat systemu jogi przemienia mnie w drzewo.

nauczyciel jogi wypowiada polecenia
tak cicho jakby bał się zagłuszyć śpiew wiatru.

ułożone w asanie ciało trwa stabilnie przez dwadzieścia oddechów,
a w mojej głowie układa się wiersz.

stoję na jednej nodze,
zaplatam ręce nad głową dotykając konarów i gałęzi,
podmuchy wiatru wsuwają mi liście we włosy.

łodygi traw obejmują moje stopy.