wtorek, 6 sierpnia 2013
wzgorze
siedze na wzgorzu i patrze na miasto,
ulice schowaly sie za dachami domow
w wieczornym sloncu polyskuja ceglaste dachowki.
przy brzegu sznurem ustawily sie biale luksusowe jachty,
z gory wygladaja jak male kostki domina.
przed festiwalowym palacem prezy sie czarny plastikowy
kot wielki jak dziesiec tygrysow.
siedze z moim Synem na lawce wsrod obcokrajowcow
i czytamy na glos wiersze Mervina po polsku.
Wyobrazam sobie, ze wrocimy
kiedy zechcemy i bedzie wiosna...
wyobrazam sobie, ze wrocimy kiedy zechcemy i bedzie wrzesien,
bedziemy o wiele madrzejsi niz wczesniej,
zmeczone nogi i rece polozymy na lozku blisko siebie
a poranek stopniowo odkryje przed nami prawde o nowym zyciu.
wroca do siebie kwiaty i kamienie,
swiatlo w poscieli bedzie takie jak dawniej,
w naszych spojrzeniach zobaczymy wszystkie
tajemnice, nadzieje i zdumienia.