sobota, 16 listopada 2013

chandra


mam chandrę.
smutno mi z powodu zepsutego komputera, który od kilku dni
nie otwiera plików tekstowych, a po otwarciu przeglądarki internetowej
zawiesza się automatycznie, nie pozwalając na załadowanie strony bloga.

wszystkie zabiegi służące doprowadzeniu peceta
do dawnego ładu i stanu używalności okazują się bezowocne.
komputer nie chce poddać się leczeniu.
ja sama czuję się przez to coraz gorzej.
czuję objawy odstawienia, które przeżywa każdy uzależniony.
nie umiem odnaleźć się w nowej rzeczywistości bez myszki,
klawiatury i odsłon stron web.
moje biurko odstrasza zimnem jak wygasły kominek.
na szczęście pocztę mogę odczytać w pracy.

zajęta działaniami naprawczymi
nie poszłam z ziomeczkami (wyrażenie Młodej) na Pietę,
ale premiery Papuszy nie ominęłam.

czuję, że pora wrócić do dawnych narzędzi, chwycić za pióro.
pamiętnik z życia biurowego piszę w brulionie, od tyłu.

Młodzi użyczają mi swojego laptopa na godzinę.
jak się im odwdzięczę - zastanawiam się w duchu.
w tym krótkim czasie łączę się z dziennikiem elektronicznym
i sprawdzam ich oceny (robię to przeciętnie dwa razy na semestr,
nieobecność na zebraniu traktuję jako pretekst do wejścia na stronę szkoły),
zapisuję też Młodych do szkoły tańca na zajęcia
tańca towarzyskiego dla niewtajemniczonych
(które wydają się idealne dla Młodego)
i szukam maty do jogi adidasa
(pytanie na dziś: gdzie znaleźć kolor inny niż różowy).