czwartek, 21 listopada 2013

jesień


szara, zimna, deszczowa jesień,
która to już, nie chcę zagłębiać się, wolę liczyć wiosny,
nauczyciel jogi zaprasza na sesje coraz młodsze dziewczyny,
wczoraj ćwiczyła przy nim piękna dwudziestolatka
z błyszczącymi czarnymi włosami ułożonymi na boba,
ubrana w zieloną koszulkę z napisem BABKA LEKARSKA
(dwuznaczność właściwa słowu babka nasuwa się sama),
wokół siłowni powyrastały iglaste drzewka przystrojone
w złotosrebrne świąteczne ozdoby, sprawdziłam kalendarz,
prawie półtora miesiąca do grudniowej odświętności,
nad rzymem przelatuje 10 milionów szpaków,
które przyleciały do wiecznego miasta z europy wschodniej,
(teoria chaosu w praktyce),
kolega logistyk od dwóch tygodni zaopatruje mnie
w kiszoną kapustę własnej roboty,
litrowy słoik najprawdziwszej białej kapusty z sokiem
dostaję dwa razy w tygodniu,
nowy nauczyciel włoskiego pochodzi z neapolu i boi się dzików,
nie chciałby się z nimi spotkać ani na przystanku autobusowym
ani w lesie podczas joggingu,
pierwsze zajęcia z nim to była joga śmiechu.