czwartek, 12 grudnia 2013

wtopa


takiej wiadomości się nie spodziewałam
zadzwonił Pan W. mówiąc, że
cała zawartość mojego dysku d poszła w eter
wszystkie zdjęcia dzieci, filmy z co najmniej pięciu lat
i to co napisałam, w tym czasie
biurowy pamiętnik pisany od pół roku, prawie codziennie,
po raz drugi rozpoczęta książka,
(podobno Kerouac zaczynał pisanie W drodze 17 razy,
aż napisał ostateczną wersję, którą uznał za doskonałą
ale czy muszę też ja).

w intencji odzyskania plików
zapaliłam świeczki przy posążku buddy,
ładny ołtarzyk - rzuciła Młoda,
ołtarzyk zrobił się bezwiednie,
choć budda to nie cały, tylko sama głowa,
postawiona na podwyższeniu, bryle soli przywiezionej z wieliczki.

Pan W. robi co może, ale problem go przerasta
dzięki programowi do odzyskiwania plików
teoretycznie jakąś ich część odzyskał, ale z braku miejsca
na dysku i przy braku dysku zewnętrznego, ponownie je stracił.

mam teraz na kompie linuxa i firefoxa
i wyrwy w domowym albumie i archiwum jak po wybuchu wulkanu.
nie tak dawno mówiłam, że lubię wulkany, to teraz mam.