środa, 8 stycznia 2014

telewizja


zmęczenie i nadmiar wolnego czasu przypomniały mi
o istnieniu telewizora.
od trzech dni włączam tylko jeden kanał dostępny przez satelitę
włoski realtime, na którym oglądam pasjonujące (to nie sarkazm)
filmy osnute na prawdziwych wydarzeniach, o kobietach,
które nie wiedziały, że są w ciąży, bo nie
wskazywała na to waga, która czasami szła nawet w dół,
ani testy ciążowe, mogły i dwa być negatywne,
pojawiające się bóle porodowe, nie rozpoznała ich nawet wieloródka
z dwójką dzieci, ani niemłoda już kobieta,
po piętnastu latach starań o dziecko, myśląc że to komplikacje
po założeniu bajpasów, nie mówiąc o rozbrajająco niedomyślnych
nastolatkach, grupy szczególnie wyróżnionej,
aż 20% nieletnich nie zauważa u siebie typowych objawów ciąży,
oraz ich matkach, które nie tylko przeoczają symptomy,
albo zwyczajnie widzieć ich nie chcą, i mimo niepokojących objawów
nie kojarzą faktów, nie kierują ciężarnych do lekarza,
nawet będąc pielęgniarkami,
zalecają tylko proszki przeciwbólowe i leżenie.

wszystkie filmowe dzieci urodziły się zdrowe.

skutek oglądania tych filmów jest taki, że rozpoznałam
nieistniejące ciąże u dwóch znajomych kobiet,
w tym jednej przez telefon, pełnej niepokoju o swoje zdrowie
czterdziestolatki, która nigdy nie rodziła.