środa, 22 stycznia 2014
trzęsienie
Wciąż pada śnieg. I mróz bierze.
Jednakże nie mieliśmy ostatnio trzęsienia ziemi.
A.A. Milne, Kubuś Puchatek
nieśpieszne śniadanie, wyprawiam Dzieci na spotkanie z Dziadkiem,
bo dziś dziadkowy dzień, który będziemy obchodzić wspólnym świętowaniem,
w planach wyjście do kina na Kamerdynera i do pizzerii,
bo festiwal pizzy w sieciówce też nie może zostać pominięty,
wręczanie wczoraj kupionych barwnych kwiatów w małych doniczkach
i degustacja czekoladowego biszkoptu w kształcie serca z bitą śmietaną,
po wyjściu Młodych wpada Pani A. z torbą widokówek,
nieomal gorących, prosto z drukarni, które sama zaprojektowała
i do których zrobiła zdjęcia, na nich zawsze to samo pełne uroku
stare miasteczko znad riwiery francuskiej w różnych odsłonach i konfiguracjach,
nawet pokryte śniegiem, co nie jest widokiem codziennym dla turystów,
bo śnieg pada tam raz na kilka lat, potem zabiegi rehabilitacyjne,
opowieść o złodzieju butów wciąż żyje i doczekała się nowej wersji,
tę nową według której dziewięć par butów skradziono z szatni damskiej,
dementuję, odwiedzam Panią A., a tam przestrzeń domowa jakby nawiedzona
wspomnianym przez Puchatka trzęsieniem ziemi, i na zgliszczach dawnego
domostwa zostaję obdarowana resztkami jego dawnej świetności,
z czego najpiękniejsze są okazy muszel, chyba setka,
o różnorakich kształtach, wielkości, kolorach, fakturze,
i dwie rozgwiazdy, ułożone w plastikowym pudełku, wybieram jeszcze
cztery porcelanowe miseczki oraz sześć miniaturowych
fikuśnych filiżanek do herbaty z czterema spodeczkami, które do nich pasują,
ale każdy wydaje się być z innego kompletu, dwie filiżanki giną
w drodze i do mojej kuchni docierają cztery wraz ze spodeczkami,
a reszta niestety zamienia się w skorupy, wieczorem dowiaduję się
jeszcze o jednym krwawym trzęsieniu, tym za wschodnią granicą,
a w łóżku na zakończenie dnia, i przywitanie nowego,
czytam prawie sto stron Dodgera czyli Spryciarza z Londynu
Terrego Pratchetta, powieść lekką, trochę historyczną i trochę bajkową.