niedziela, 2 lutego 2014
dykteryjka
odwiedziny Dziadka. na tę okazję cała rodzina przygotowuje obiad z dwóch dań,
wczorajsza zupa z soczewicy, najlepsza zimą, która smakuje wszystkim,
ryż z surową marchewką i gotowanymi brokułami, dla mięsożerców - indyk w imbirze,
a na deser sernik z rodzynkami i wiórkami kokosowymi upieczony przez Młodą w dwóch
egzemplarzach.
taki przepych to u nas rzadkość.
bez pamięci oddaliśmy się degustacji ciepłego jeszcze sernika przed obiadem.
po sutym posiłku pora na dykteryjki.
Dziadek opowiada o sąsiadce, której wnuczka wyjechała do obcego kraju, Danii
albo Belgii i spodziewa się dziecka, poród przewidziany jest na czerwiec,
niby radosna nowina, ale sąsiadka się nie cieszy, bo ojciec dziecka
jest czarnoskóry, pochodzi z Afryki, studiuje, nie ma europejskiego obywatelstwa,
martwi ją jakie to dziecko będzie,
jak to jakie? - mówi Dziadek ze śmiechem, w paski będzie!
ten żart nie tylko nie ułatwia sąsiadce zaakceptowania tej trudnej sytuacji,
a może nawet utrudnia, bo w końcu mówi:
dobrze, że Stasiu umarł, bo on by tego nie przeżył.