piątek, 21 lutego 2014
przepraszam panią, która jest godzina? - zagaduje mnie staruszka na przystanku.
dochodzi w pół do - odpowiadam sięgając po telefon do torebki.
starsza pani wyraźnie się mityguje, widać nie chce sprawiać kłopotu.
- ale ja nawet nie wiem, która jest godzina - tłumaczy.
pokazuję Młodej moje ulubione zdjęcia z instagramu Hilarii Baldwin,
fotografie łączące zaawansowaną jogę ze sztuką codziennego życia,
najbardziej lubię w tych obrazach właśnie tę powszedniość, domowość jako tło asan,
sceny sprzątania, gotowania, oczekiwanie na samolot,
nieograniczona sposobność do ćwiczeń.
Młoda obwieszcza przystąpienie do 30 dniowego programu wyzwanie deska.
w pierwszym dniu plan zakłada trwanie w desce na przedramionach przez
dwadzieścia sekund. po miesięcznym treningu ostatniego dnia
ćwiczący będzie w stanie wytrwać w asanie pięć minut.
próbuję swoich sił i ja. Młoda włącza stoper w smartfonie.
po mniej więcej minucie pyta - a ciebie to w ogóle nie męczy?
podczas końcowego relaksu na wieczornej sesji jogi myślałam o swoim życiu,
cóż przeżyłam już połowę, to fakt niezaprzeczalny, nic na to nie poradzę,
dłużej nadto co przeżyłam, nie będę istnieć,
a zaraz potem, że kocham życie dużo bardziej niż kiedyś,
kiedy mojego istnienia było teoretycznie więcej, ale doczesność była ciężarem,
który przygniatał do ziemi, uniemożliwiał ruchy.
dziś każdą chwilę mam za skarb nieoceniony.