sobota, 22 lutego 2014

garderobka


mamy nową garderobkę.

kilka lat temu lustro, centralny element dawnego sprzętu, uległo zniszczeniu.
żyliśmy bez lustra i był to dobry czas.
zajęci swoim fizis byliśmy wyłącznie w łazience.
tylko tam patrzyło na nas nagie pełne niedoskonałości odbicie.
nie znaliśmy pojęcia starzenie się czy niezadowolenie z wyglądu,
rozterki w co się ubrać ograniczaliśmy do minimum.

wykorzystywałam każdą taflę szkła w przestrzeni publicznej,
do bacznego spojrzenia na siebie i sprawdzenia czy wszystko jest ok,
nieocenione lustro w windzie biurowca i pokój na ostatnim piętrze.
Pani E. powiedziała kiedyś, że nie wyglądam na osobę,
która nie ma lustra w domu.
wzielam to za komplement.

a jednak beztroskie czasy się skończyły.
nowa garderobka, która stanęła w przedpokoju ma dwa lustra.
w jednym można zobaczyć się od stóp do głów, w drugim trzy czwarte.

jak na razie nikt nie jest zadowolony z tej zmiany.
jedni domownicy twierdzą, że największe lustro wydłuża, inni że postarza i pogrubia,
jeszcze inni, że odbija światło dzienne wpadające przez okno dużego pokoju,
przez co zmienia się obraz, albo że pochodzi z gabinetu krzywych zwierciadeł,
i przedstawia nieprawdziwe wizje, a jedynie słuszny powód dla którego te szklane tafle
znalazły się w naszym mieszkaniu to prowokowanie do śmiechu,
i konieczność spojrzenia na siebie z dystansu.