wtorek, 18 marca 2014
albo
Mój smutek to mój zamek, który jak orle gniazdo leży wysoko
na szczytach gór pomiędzy chmurami:
nikt go zdobyć nie może.
Mam tylko jednego przyjaciela: to echo.
A dlaczego echo jest moim przyjacielem?
Bo kocham mój smutek, a echo mi go nie zabiera.
Mam tylko jednego powiernika: to cisza nocy.
A dlaczego cisza nocy jest moim powiernikiem?
Bo milczy.
Soren Kierkegaard Albo-albo
w przekładzie Jarosława Iwaszkiewicza
czytam pamiętniki, które pisałam od trzynastego do dwudziestego pierwszego roku życia.
wyjęłam je ze skrytki wśród ubrań z zamiarem zniszczenia.
cztery osiemdziesięciokartkowe zeszyty. pierwszy w kratkę, pozostałe gładkie,
oprawione w kolorowe gazety i kartki z kalendarza.
czwarty brulion zaczęłam cytatem z Kierkegaarda, który zamieszczam powyżej.
smutek był mi kiedyś bliski.
byłam przepełniona melancholią, dumna i chmurna.
na nieomal każdej stronie romantyczny płacz lały się łzy me czyste, rzęsiste,
młodość górna i durna jak u wieszcza Adama.
trudno mi odnaleźć siebie w tej dawnej sprzed lat
i zrozumieć przedstawione smutki i rozpacze.
te stany są mi obce, choć oczywiście niezupełnie.
nasuwa się pytanie czy to na prawdę jestem ja w tych zapiskach, albo moja część,
albo to jakiś literacki wytwór, modna kreacja, którą stworzyłam.
przyjaciółki dawno pozbyły się dziecięcych pamiętników.
dość dowodów ośmieszających autorki, które teraz są poważanymi matkami i żonami,
śmiałymi busienesswomenkami i nieustraszonymi profesorkami.
dość sekretnych szczegółów, które nie powinny się wydobyć na światło dzienne.
jednak po ostatniej lekturze nie mam odwagi wyrzucić zeszytów.
gdybym to zrobiła, czułabym się jakbym samodzielnie się okaleczyła,
jakbym przebiła brzuch kolczykiem, złamała paznokieć albo dwa
i zdarła do krwi skórę z obu kolan.
już czuję jak mnie boli.